Do tego wpisu zainspirował mnie jeden z ostatnich zleceniodawców tłumaczenia życiorysu, Curriculum Vitae, czyli po prostu tłumaczenia CV. Po otrzymaniu gotowego tekstu CV, klient zadzwonił do mnie i z teatralnym oburzeniem stwierdził: w Pani tłumaczeniu jest BŁĄD! Jako że jestem osobą ambitną, stwierdzenie takie zawsze wprowadza pewien niepokój w moją duszę, jednak nie tracąc rezonu, odpowiedziałam na to stwierdzenie fundamentalnym i konkretnym pytaniem: gdzie?

cv

Okazało się, że chodzi o tłumaczenie nazwy uczelni, którą skończył wspomniany klient. Stwierdził on, że angielska nazwa, która zaproponowałam jest dość niezrozumiała („nie wiem, co to w ogóle jest”) i dlatego uważa ją za błędną. Tłumaczenie nazw własnych jest zawsze kwestią dość delikatną i tak naprawdę nierozstrzygniętą. Tłumacz jest w tej kwestii tak naprawdę pozostawiony samemu sobie i swojemu wyczuciu. Ja osobiście, konkretnie w tłumaczeniu nazw szkół wyższych, przyjęłam zasadę, że używam tłumaczeń, które proponuje sama uczelnia, i które są widoczne na jej stronie internetowej. Odnosi się to zresztą nie tylko do tłumaczeń związanych z wyższym szkolnictwem, ale właściwie do również tych związanych ze wszystkimi firmami i instytucjami, które posiadają swoją stronę w języku angielskim. Angielskie tłumaczenie jest w takim przypadku podane na tacy, ale tak naprawdę nie chodzi o wygodę. Zakładając, że przetłumaczone CV będzie odczytywał anglojęzyczny przyszły pracodawca, można przyjąć, że będzie on szukał danej uczelni właśnie w Internecie, a nazwa widoczna na stronie internetowej w łatwy sposób pomoże mu ją tam odnaleźć.

Co jeśli dana uczelnia lub instytucja nie ma w Internecie tłumaczenia swojej nazwy? Zostawiam oryginalne jej brzmienie, a w nawiasie propozycję mojego tłumaczenia, które w miarę możliwości odzwierciedla znaczenie danej nazwy własnej w innym języku. Taką samą zasadę przyjmuję w przypadku tłumaczenia tytułów naukowych. Jest to bardzo zagmatwana kwestia – istnieje wiele „szkół” sposobu tłumaczenia stopni i tytułów naukowych. Według Aleksandra Masłowskiego, pracownika Centrum Informacji dla Naukowców Regionalnego Punku Kontaktowego w Gdańsku: „[Tłumacz] musi zastanawiać się czemu ma służyć tłumaczenie, do jakiego kraju wybiera się klient je zlecający, jak ma się polski system stopni i tytułów naukowych do stosowanego w owym kraju”. W swoim tekście na temat tego rodzaju tłumaczenia, autor podaje zasadę organizacji narodów zjednoczonych, tj. obok przetłumaczonego tytułu należy podawać w nawiasie oryginalne brzmienie. Jest to więc sposób odwrotny od mojego.

Z drugiej strony, wg TEPiS, istnieją dokumenty, w których tłumaczenie stopnia, tytułu naukowego lub zawodowego obowiązuje w brzmieniu podanym, oraz takie, w których wymagane jest tłumaczenie tego stopnia i jednorazowe podanie w nawiasie oryginalnego brzmienia.

Wszystko jak widać pozostaje w gestii tłumacza. Ważne tylko, aby nie podejmować danych decyzji pochopnie i nieświadomie, tak, aby móc odpowiedzieć na ewentualne zarzuty klienta i uspokoić go co do słuszności danego wyboru.

Monika Matykiewicz Autor wpisu: Monika Matykiewicz
Tłumacz języka angielskiego
W sprawie wyceny tłumaczenia proszę o kontakt pod adresem e-mail: monika@frogtranslation.com